Holmes wiecznie żywy

0%

Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”, która właśnie ukazała się na polskim rynku, zawiera tak zwany kanon, czyli 60 opowieści o poczynaniach Wielkiego Detektywa, jakie wyszły spod pióra jego twórcy,

Nabici w granulkę

0%

Specyfiki homeopatyczne nie leczą. Mimo to lekarze zalecają je w przychodniach, a farmaceuci sprzedają w aptekach jako leki. Czas skończyć z tą mistyfikacją. Oprócz antybiotyków przepiszę pańskiej córce środek homeopatyczny. To naturalny i bezpieczny lek – usłyszał od lekarza mój redakcyjny kolega. 

Zdanie odrębne

0%

Z książek i encyklik Jana Pawła II nie dowiedziałem się niczego o świecie. On sam zaś wydaje mi się postacią co najmniej niejednoznaczną. Jan Paweł II nie jest dla mnie autorytetem. Ani intelektualnym, ani moralnym, ani życiowym. Nie jest dla mnie „drogowskazem”, „latarnią morską”, „świętym tatą” ani tym bardziej kimś w rodzaju idola – choć w takich właśnie rolach media, księża, a także sami jego wielbiciele nieodmiennie go obsadzają. 

Dzisiejszy trup to jutrzejszy pacjent

0%

Czy 23 lipca 2011 roku Robert Ettinger nieodwołalnie umarł? Zdania są podzielone. On sam – legendarny założyciel Instytutu Krioniki, niestrudzony pionier i propagator hibernacji, który szczerze wierzył, że prędzej czy później naukowcy odkryją sekret nieśmiertelności i nauczą się wskrzeszać każde w miarę dobrze zachowane zwłoki – zapewne niechętnie zgodziłby się na tak pochopną diagnozę.

W opublikowanej w 1962 roku książce „Prospects of Immortality” (Perspektywy nieśmiertelności) dowodził przecież, że śmierć to sprawa wcale nie tak znowu oczywista, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim śmierć jest ściśle uzależniona od aktualnego w danej kulturze stanu wiedzy. Zatrzymanie akcji serca w środku dżungli amazońskiej to raczej stuprocentowy bilet na tamten świat. Ale zatrzymanie akcji serca w nowojorskim szpitalu – gdzie fachowy personel medyczny dysponuje odpowiednim zestawem reanimacyjnym – to całkiem spora szansa na bezpieczny powrót w szczęśliwe szeregi żywych. Logiczne? Skoro tak, to równie logicznie jest przyjąć, że być może za 1000 albo choćby i za 100 000 lat medycyna zdolna będzie nie tylko lekką ręką zrewitalizować dosłownie każdego denata, lecz także odwrócić wszystkie możliwe procesy chorobowe oraz odmłodzić na zawołanie dosłownie każdego, nawet najbardziej zaawansowanego wiekowo staruszka.

To właśnie ze względu na wiarę w prawdopodobieństwo powyższego scenariusza Ettinger postanowił za wszelką cenę znaleźć sposób, żeby w jak najlepszej, jeśli można tak to ująć, kondycji doczekać tej zbawiennej w dziejach ludzkości chwili. W tym celu założył Instytut Krioniki – miejsce, gdzie za 28 tys. dolarów (wpłacane, rzecz jasna, jeszcze przed ustaniem czynności życiowych zainteresowanego) każdy chętny – umieszczony po śmierci w eleganckiej białej kapsule wypełnionej po brzegi roztworem ciekłego azotu – spokojnie oczekuje na moment, w którym będzie go można, w sensie ścisłym, z powrotem postawić do pionu. 
23 lipca Ettinger dołączył do powołanej przez siebie zamrożonej społeczności, stając się 106. „pacjentem” instytutu położonego w malowniczym miasteczku Clinton Township w stanie Michigan, a finansowanego wyłącznie z dobrowolnych wpłat darczyńców zafascynowanych perspektywą potencjalnej nieśmiertelności. Jest ich w tej chwili – tych na razie jeszcze żywych – około 800. A liczba ta – jak podkreśla David Ettinger, jedyny syn i spadkobierca Roberta, z zawodu prawnik, a z zamiłowania piewca nieśmiertelności – cały czas rośnie.

Początki były więcej niż skromne. Urodzony w 1918 roku Ettinger już jako nastolatek zaczytywał się opowieściach s.f. publikowanych na łamach kultowego magazynu „Amazing Stories”, w których co rusz rozmaici ziemscy oraz pozaziemscy medycy odkrywali sposób na odwrócenie naturalnych procesów starzenia. Dopiero kiedy walcząc w szeregach armii amerykańskiej podczas II wojny światowej, został ciężko ranny, a następnie pomyślnie zoperowany i zrehabilitowany przez pracowników polowego szpitala, doznał fundamentalnego olśnienia. Zdał sobie sprawę, że ułomne i – co tu dużo kryć – fatalnie zaprojektowane ludzkie ciało może za sprawą nowoczesnej technologii ulec radykalnemu przeobrażeniu.

Pracując po wojnie na Uniwersytecie Stanowym w Michigan oraz w miejscowym college’u jako nauczyciel matematyki i fizyki, Ettinger wiódł przykładne życie obywatela amerykańskiej klasy średniej, jednak od tamtej pory myślał niemal wyłącznie o śmierci oraz o możliwościach jej definitywnego przezwyciężenia. Natrafiwszy w prasie fachowej (którą zapamiętale prenumerował) na doniesienia o eksperymentach francuskiego biologa Jeana Rostanda, który zamrażał, a później odmrażał zwierzęta laboratoryjne, sprawdzając następnie, jaki wywarło to wpływ na stan ich organizmów, Ettinger, jak sam wielokrotnie podkreślał w wywiadach, zrozumiał, że odkrył właśnie upragniony kamień filozoficzny. W 1948 roku – którą to datę oficjalnie uznaje się za narodziny krioniki – opublikował w magazynie „Startling Stories” krótkie opowiadanie, w którym przedstawił hibernację zwłok jako sposób na swoiście pojmowaną podróż w czasie. „Dzisiejszy trup to jutrzejszy pacjent” – brzmiało jego cokolwiek ekscentryczne motto.

Wyłożonymi tam ideami nie zainteresował się jednak na poważnie właściwie żaden lekarz. Przeciwnie – w licznych rozmowach z Ettingerem, rozsyłającym opowiadanie do wszystkich amerykańskich uniwersytetów medycznych, profesorowie i docenci, zaznajomieni z biochemią i specyfiką funkcjonowania ludzkiego ciała, spokojnie tłumaczyli, że wskutek głębokiej hibernacji komórki doznają absolutnie nieodwracalnych uszkodzeń. I że nic nie wskazuje na to, że nauka kiedykolwiek będzie w stanie przywracać do życia zamrożone martwe ciała. Wszyscy odprawiali Ettingera z kwitkiem. „Dlatego właśnie – opowiadał kiedyś w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi BBC – choć byłem przecież kompletnym ignorantem i amatorem, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce”.

Zaczął od napisania wspomnianej książki „Prospects of Immortality”, która – bardzo pozytywnie zaopiniowana przez samego Isaaca Asimova, jednego z najwybitniejszych XX-wiecznych pisarzy science fiction – opublikowana została nakładem prestiżowej oficyny Doubleday. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Książka, szybko przetłumaczona na dziewięć języków, w krótkim czasie uzyskała status międzynarodowego bestsellera. I chociaż świat nauki nadal traktował Ettingera wyłącznie jako nieszkodliwego dziwaka amatora, jego popularność rosła z miesiąca na miesiąc.

W 1966 roku Ettinger stanął na czele wcale licznego Stowarzyszenia Nieśmiertelnych (Immortalist Society), a w 1972 roku opublikował kolejne dzieło, które ugruntowało jego i tak już przez nikogo niekwestionowaną pozycję w barwnym świecie pseudonauki, fantastyki i popkultury. W książce „Man into Superman” (Z człowieka w superczłowieka) – bo o niej tu mowa – Ettinger zupełnie otwarcie wyznał, że po pierwsze, nie ma zamiaru umierać, a po drugie, w mniej lub bardziej odległej przyszłości medycyna z pewnością nie tylko zdolna będzie nas wszystkich wskrzesić, lecz także zapewnić nam doskonale funkcjonujące ciała, wyglądające dokładnie tak, jak to sobie wymarzymy. Ciała, dodajmy, niezawodne, niestarzejące się i oczywiście niezapadające nawet na głupi katar – o nowotworach czy miażdżycy nie wspominając.

Zarobione na doskonale sprzedających się książkach pieniądze Ettinger przeznaczył na budowę instytutu, który rozpoczął oficjalną działalność 4 kwietnia 1976 roku. Pomysłodawca samodzielnie zaprojektował wypełnione ciekłym azotem kapsuły i rozpoczął zapisy dla przyszłych lokatorów. Tylko czasowych – umowa definiowała to otwarcie, bo oczywiście o żadnym wieczystym użytkowaniu nie mogło być tutaj mowy. Pierwszą pacjentką instytutu została – już w następnym roku – matka Ettingera, Rhea. Drugą – w 1987 roku – jego żona 
Elaine. W 2000 dołączyła do nich jego druga żona i wieloletnia współpracownica – Mae Junod. Stopniowo dochodzili inni pacjenci (o zwłokach zamrożonych w Instytucie Krioniki Ettinger nigdy nie mówił inaczej). Kapsuła Roberta Ettingera – na jego wyraźne życzenie – znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie kapsuł matki i dwóch żon. Kolejne cierpliwie czekają na jego syna oraz wnuki. Ettinger nigdy nie ukrywał, że instytut założył przede wszystkim po to, żeby bezpiecznie przechować swoją najbliższą rodzinę. I z ręką na sercu można powiedzieć, że projekt ten zrealizował w stu procentach

Genialny renegat

0%

Dwudziestego siódmego października 2011 zmarł, w wieku 85 lat, James Hillman. Jeden z najważniejszych psychologów XX wieku. Z dumą podkreślał, że nigdy nie przeprowadził empirycznego eksperymentu i nie dostał żadnego akademickiego grantu na jakiekolwiek badania. Choć pisał wiele o psychoterapii, w pewnym momencie przestał ją uprawiać, stwierdził bowiem, że to nie tyle jednostki, ile raczej cała zachodnia kultura wymaga terapii.

Szczęśliwe adresy

0%

Miasto, w którym mieszkasz, w ogromnym stopniu wpływa na twoje szczęście. Miasto to największe dzieło sztuki, jakie człowiek kiedykolwiek stworzył” – mawiał Lewis Mumford, wybitny XX-wieczny amerykański filozof nauki i teoretyk literatury. Zaś prof. Richard Florida, ekonomista z uniwersytetu w Toronto i specjalista od tak zwanych urban studies, czyli studiów nad miastem, autor bestsellerowej książki „Who’s Your City?”…

Bóg umarł

0%

 

Śmierć Sai Baby to symboliczny koniec zachodniej fascynacji egzotyczną duchowością indyjską. Dwudziestego czwartego kwietnia 2011 roku w indyjskim szpitalu nieopodal swojej posiadłości w Puttaparthi zmarł w wieku 86 lat Sathya Sai Baba. Wielki wschodni guru, który – skwapliwie wykorzystując zarówno bezgraniczne oddanie swoich wyznawców, jak i przede wszystkim zawartość ich kont – zbudował doskonale funkcjonujące przedsiębiorstwo, zapewniające szybkie duchowe oświecenie każdemu, kto tylko był gotów zapłacić za nie odpowiednią cenę.

Przez tresurę do sukcesu?

0%

Polskie maluchy mogą spać spokojnie. Książka Amy Chua, która wywołała w USA gorącą dyskusję o roli dyscypliny w wychowaniu dzieci, nie spowoduje u nas pedagogicznej rewolucji. Jak wychować człowieka sukcesu w tym bezwzględnym świecie? – pyta Amy Chua na samym początku „Bojowej pieśni tygrysicy”, książki, która na początku tego roku zelektryzowała opinię publiczną w Ameryce…

2012

0%

Najbardziej nieprawdopodobne scenariusze, jakie wymyśla świat w oczekiwaniu na apokalipsę. Zła wiadomość jest taka, że w roku 2012 nastąpi koniec świata. Starożytny kalendarz Majów mówi o tym bardzo wyraźnie – 21 grudnia 2012 roku to ostatnia data, która w nim występuje. Na niej kalendarz się kończy. I kropka.

Nie wierzcie psychologom

0%

Dlaczego szaleniec postrzelił w Rybniku siedem osób? Niektórzy psychologowie twierdzą, że znają przyczyny, a to nieprawda. Kiedy w sierpniu 2010 roku Polskę obiegło jedno z najbardziej chyba kuriozalnych samousprawiedliwień w historii ludzkości, w studiach telewizyjnych zasiadły armie psychologów, pracowników socjalnych i psychoterapeutów. 

Czas głupców

0%

Co łączy katastrofę w Smoleńsku i światową epidemię AIDS? To, że ich nigdy nie było.  Listopad 2010 roku. Główne wydanie wiadomości w jednym z największych polskich kanałów telewizyjnych. Dwa kilkuminutowe materiały następujące po sobie. Pierwszy jest o katastrofie w Smoleńsku – polscy eksperci pracują nad raportem MAK.

Cóż, umieram

0%

Śmierć przestała być tematem tabu. Mówi się o niej otwarcie i bez hipokryzji. Nareszcie. Jak się czuję? Cóż, umieram – mężczyzna ma zaskakująco spokojny głos. Jego skóra jest sinoblada. Oczy zaczerwienione i podkrążone. Po dawnej bujnej czuprynie pozostało ledwie kilka rzadkich kosmyków. Widać, że wypowiedzenie każdego słowa sprawia mu ogromną trudność.

Do piekła za in vitro

0%

Czy groźba ekskomuniki zadziała na polityków? Słyszymy: ekskomunika, myślimy – średniowiecze. Tymczasem nie dalej jak dwa tygodnie temu, 16 października 2010 roku, arcybiskup Henryk Hoser powiedział w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej, że właśnie ekskomunice – czyli automatycznemu wykluczeniu ze wspólnoty Kościoła

Patrzmy mu na ręce

0%

Nie róbmy ze zwykłej mendy męczennika za wolność słowa. Zamiast zabraniać mu wjazdu – rozjedźmy Davida Irvinga walcem. Nie zapomnę tego widoku. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem, żeby ktoś dostał taki łomot. Czerwony, spocony, jąkający się, próbujący pokrzykiwać, mamroczący pod nosem i bezradny wobec merytorycznych argumentów facet pod koniec praktycznie zamilkł.

Wszystko albo nic

0%

Bóg i terror historii” Krzysztofa Dorosza, wybitnego eseisty, byłego wieloletniego dziennikarza polskiej sekcji BBC w Londynie, stawia czytelnika przed prawdziwie diabelską alternatywą: wszystko albo nic. Można bowiem w całości przyjąć tezy Dorosza oraz wizję rzeczywistości, którą prezentuje, albo też ją w całości odrzucić.